Warto marzyć i dążyć do tych marzeń

Piątek rano, wstaję i co? Pierwszy dzień MP i czuje że coś jest nie tak. Co jest? Coś jest nie tak.
Prawda jest taka, że mało kto wie, ale w tym dniu miałam poważne badanie medyczne którego wynik mógł zakończyć moją przygodę ze sportem.
O 8 rano, godzinne badanie w jednym ze szpitali w Olsztynie.
Przy mnie w każdym momencie najbliższe mi osoby Rodzice którzy kochają ponad wszystko nie tylko jak jest dobrze ale także w tych trudnych momentach. Potem szybka jazda na wyścig.
Udaję, że wszystko jest ok, ale nerwy biorą górę. Parę łez i biorę rower bo rozgrzać się muszę. W końcu to start, na który czekałam w ostatnim czasie.
Ok wszystko gotowe, są i oni czyli moi najwięksi przyjaciele i motywatorzy: Brat Marcin(dla mnie Marcinek…ale nie mówcie mu …że to ujawniłam) i jego żona Dorotka.
Siostra Beatka prowadzi mi ostatnią wizualizację wyścigu. A Szymon jej mąż dołączy w niedzielę wraz z ciocią i wujkiem 😉
W między czasie miliony pytań od siostrzeńców i bratanic.
Ok wszystko gra radio też jest by z wozu technicznego tata z bratem i Fifim (synem mojej siostry) mogli udzielać mi cennych wskazówek podczas wyscigu.
Ok wystartowałam. W radiu cisza a ja muszę sobie radzić sama.
No to gadam tak do siebie, dopinguje i dociskam te pedały z wyczuciem kontrolując pomiar mocy by wszystko było tak jak zaplanowałam z moim Dyrektorem Sportowym.
Pierwsza runda ok pojechana mocno, ale nie na maksa na drugiej miałam z czego”dokładać „i tak też zrobiłam.
Ostatnie metry, linia mety, wjeżdżam na parking i czekam.
Wiem  że dałam z siebie wszystko, ale na ile to wystarczy? Po chwili słyszę że srebro już napewno jest a na trasie jeszcze tylko jedna zawodniczka i nagle dociera do mnie krzyk radości mojej siostry …Yuhhhhu…wygrałam.
A oto filmik z mojego przejazdu okiem kamery w wozie technicznym.

Najpiękniejszy moment to uściski moich bliskich, ich radość z mojego wyniku 🙂
Jak zawsze popłakałam, co prawda widać że trochę się zamieniłam bo płacz do długich nie należał. Potem podium i powrót do domu.
Trochę muszę streścić tę opowieść bo prawdopodobnie już przysypiacie…
Sobota to relaks i codzienne obowiązki w domu, lekka przejażdżka i masaż.
Mała wieczorna nerwówka szczęśliwie zażegnana sesją z trenerem mentalnym 😉
Niedziela to przyjazd do Ostródy. O jakie szczęście dziś pada pomyślałam Sobie 😉
Cytryna w ruch i kola dla pewności nasmarowane, potem ostatnie niuanse i lecimy na start.
2 min do startu upssss numeru z chipem nie mam przy rowerze. Chyba wystartują beze mnie…już na starcie mam gonić peleton🤔🤔🤔 ? O co to nie! Mój brat złota rączka szybko przyczepił numer, gwizdek sędziego i ruszamy.
Na rundach na przemiennie atakowały Fitnesski z Atomówkami, po połowie dystansu do gry wkroczyłam ja, Ania Plichta i Ania Harkowska, ale nic z tego nie poszło.
Ostatnia runda, wiedziałam, że muszę zaatakować, ale byłam jakoś dziwnie spokojna. Po usłyszeniu dzwonka wjeżdżając na ostatnią rundę skoczyłam.
Jadę w maksa, zerkam nie widzę żadnego kola za mną. Słyszę, że mam 10s przewagi, ale pojawia się też pierwsza myśl i obawa hmmm ok fajnie 10 sekund ale 20km do mety…🤔🤔🤔🤔 sama dam radę???
Nie myśl tylko jedź, daj sobie szansę tak cały czas powtarzała sobie w głowie.
Doping kibiców na rundzie, którzy krzyczeli do mnie po imieniu pomagał szybciej jechać pod wiatr i pokonać te uporczywe myśli że zaraz mnie dojdą.
10km do mety i 40s przewagi. Następnie 3 km już 1min.
500m…obracam się i spoglądam czy nikt nie jedzie za mną. Słyszę okrzyki rodziny, ludzi których znam i całkiem przypadkowych osób. Cieszą się moim zwycięstwem i myślę sobie. Tym razem podniosę ręce do góry na dłużej przed metą i tak zrobiłam, a potem szybkie przemyślenie.
Upsss tylko żebym się nie wywaliła, ale dałam radę celebrować moje zwycięstwo 😉


Są jeszcze rzeczy o których chcę napisać więc dotrwajcie jeszcze te parę linijek..(mam nadzieję 😉😎)
Dla tych co kiedyś czytali o MP w Sobótce z przed 3 lat wiedzą jakie znaczenie mają dla mnie jastrzębie, a ostatnio uwierzycie mi widziałam ich sporo.
Inna sprawa marzyłam o solowej wygranej na MP.
Kolejna sprawa to chciałam podziękować po raz kolejny mojej rodzinie, która jest zawsze przy mnie przede wszystkim w tych ciężkich momentach, które mają bardzo często miejsce w życiu sportowca. Kocham Was 😘
Dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie zawsze, pewnie nie zdolna jestem wymienić wszystkich, ale osobiście na pewno podziękuję, jednym z nich jest trener Józef Szafrański, który dobrych lat temu powiedział że jeszcze będę „jeździć na czas” dziękuję za to i za trenera przepowiednie i czekam na więcej 😉
Dziękuję osobom, które napisały do mnie Smsy, wiadomości na Facebooku lub w inny sposób gratulowały mi. Jest to dla mnie bardzo ważne:)
Ostatnia rzecz.. chociaż pewnie miałabym o czym popisać jeszcze o Movistarze, o samotnym zgrupowaniu w Andorrze i o przygodach z typu upsss zepsuło się coś w klubowym camperze, a to na pewno zrobiła Jasi🤕🤕🤕
A przechodząc do tej ostatniej „rzeczy” wynik badania okazał się być OK. Dowiedziałam się tego 5 min przed startem czasówki. Dlatego rada ode mnie. Warto marzyć i dążyć do tych marzeń, a ja jeszcze muszę się nauczyć cieszyć tak do końca z moich sukcesów 😉
Pozdrawiam już z Włoch, gdzie upały dają się we znaki 😉