Walka na wyścigach to Pikuś……

Jak zwykle jest mi ciężko zacząć i nie mam pojęcia co mam napisać.
Bo łatwo jest pisać jak wszystko dobrze się układa, jak w twoim życiu prywatnym i kolarskim wszystko idzie i jedzie w dobrym kierunku. No cóż w moim nie szło.
Ale mam nadzieję, że zarówno w jednym i drugim ja i moja rodzina pokonaliśmy już najcięższe podjazdy i teraz przed nami jedynie prosta droga do mety, którą przekroczymy z podniesionymi rękoma 😉
No ale od początku…
Cóż po moich 19 szwach na ręce została tylko blizna, jak po ugryzieniu psa, więc darmowy tatuaż jak znalazł 😉
Po tej przymusowej przerwie zaczęłam przygotowania do ardeńskich klasyków i wszystko szło bardzo dobrze, noga kręciła się coraz lepiej z dnia na dzień. No ale tydzień przed Amstel moja rodzina przeszła kolejną w tym roku próbę sił.
Życie mojego szwagra wisiało na włosku. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale uwierzcie że nie wyobrażałam sobie być w innym miejscu niż z moja rodziną w takim momencie.
Bez chwili zwątpienia poleciałam do domu, potem jednak musiałam wywiązać się z zadań ekipy i stawić się na starcie w Holandii.
Nie jest łatwo ścigać się gdy myślami jesteś gdzie indziej, ale mogę powiedzieć, że w tym pomógł mi trening mentalny by zapanować nad głową na te 4 godziny wyścigowe.
Potem przebywałam na zgrupowaniu wysokogórskim na Teneryfie .Po zjeździe z wysokości od razu wystartowałam wyścig WWT w Hiszpanii i cóż każdego dnia byłam aktywna szukając swojej szansy w odjazdach i nawet zostałam na jednym z nich najaktywniejszą zawodniczką;)
Teraz parę dni w Lucce a potem powrót do ścigania w Anglii.
Co do sytuacji rodzinnej powoli, bardzo powoli codziennie dostrzegamy „promyki słońca „i chyba tylko dzięki temu, że jesteśmy wszystkim dla siebie w rodzinie i to jest nasza siła.
Chcę na koniec napisać dwa słowa do dwóch kobiet najważniejszych w moim życiu, może publiczne będzie miało to większa wartość:
Beatka, Mamusiu kocham Was i podziwiam Waszą codzienną walkę o życie osób, które kochacie. Walka na wyścigach to Pikuś przy waszej sile 🙂