Domowe Święta 2021

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu. Wybierałam się właśnie do Hiszpanii by potrenować wspólnie z ekipą w regionie Burgos i wystartować w dwóch klasykach. Jak wspominałam, po ostatnich doświadczeniach życiowych, wcale nie było łatwo wsiąść na rower i pedałować. Będę szczera, było bardzo ciężko, każdego dnia czułam się jakbym woziła, nosiła w sercu, na żołądku ogromny kamień. Treningi ciągnęły się bardzo i ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę był rower. Pierwszy, hiszpański wyścig, przejechałam bez motywacji zastanawiając się po co to wszystko, czując się jakbym była obok wyścigu. Oczywiści starałam się atakować itp. ale nie było, mnie samej w tej jeździe. Begijski klasyk – hmmm… było już trochę lepiej, ale zabrakło jeszcze koncentracji i dlatego po 6km (miała miejsce kraksa), zaplątałam się z tyłu i zostałam w trzeciej grupie. Poszły ranyty i po wyścigu, ale wiedziałam, że muszę pozbyć się mojego „kamienia”, jechać mimo wszystko, wyjechać się i tak było. Pracowałam, goniłam, zaginałam się, na ok 70km doszłyśmy główną grupę. W niej była nasza sprinterka a ja no cóż nie ma odpoczynku. Wyszłam na czoło grupy i wraz z innymi dziewczynami pracowałyśmy. Po jednej zmianie, obracając się do tyłu, zdałam sobie sprawę, że na moim kole jest tylko moja ,,Mała Włoszka”,czyli moja koleżanka z ekipy Alessia Vigilia. I tym sposobem, z ostatnich 20km wyścigu urządziłyśmy sobie jazdę parami. 🙂 Ostatecznie zajęłam 26 miejsce. To nie jest wynik na miarę moich aspiracji, ale jestem dumna z siebie że pierwszy raz od 3 tygodni, które nie były łatwe, cieszyłam się jazdą na rowerze, a może lepiej i prawdziwiej to zabrzmi: ,,wyjechałam się” i pozbyłam się mojego „kamienia”.

W kalendarzu ekipy, nie znalazły się moje ulubione belgijskie klasyki 🙁 dlatego, Święta Wielkanocne postanowiłam spędzić w Polsce, wraz z rodziną, by na własne oczy przekonać się, że wszystko jest OK. Cieszę się bardzo z tego czasu, potrzebowałam tego bardzo. Mimo, że Flandrię oglądałam przed telewizorem, moje treningi również nie były lekkie więc czasem odpoczynku nie mogę tego nazwać 😉

Dziś na parę dni wracam do Włoch i w piątek lot do Hiszpanii, w której spędzę ponad miesiąc. Tak sobie pomyślałam, że to dobry czas, na reaktywację grupy Moje kolarskie życie. Moi drodzy wracam, z moimi relacjami dziwnej treści. 🙂 Wyzwanie- Przygotowanie do WWT w Burgos…(czyli będę Was męczyć do 23go maja) Miesiąc w Hiszpanii, relacje z wyścigów, treningów i zwyczajnych, nudnych, najnormalniejszych dni 😉 Kto jeszcze nie jest z Nami to zapraszam…hmmm a może niektóre posty udostępnię tutaj. Zobaczymy 😉 Poniżej mój najbliższy kalendarz startów będzie intensywnie 😉 Pozdrawiam z góry z samolotu… Gosia J.